Zupełnie znienacka, dzisiaj, 21.10.2026 roku, przypomniałam sobie, że prowadziłam kiedyś bloga. Nieregularnie, ale pisałam i sprawiało mi to poczucie bycia ze sobą, ze swoimi myślami w całkiem niezłej zgodzie. Pisałam dla siebie, a przy tym korzystałam z ogólnodostępnej platformy, by moje posty były publiczne. Więc kto chciał, mógł zajrzeć i przeczytać. Potem z różnych względów, między innymi lęku przed staniem się zakładniczką bloga, ale też ze względu na pracę akademicką i pisanie książki o bell hooks, zawiesiłam blogowanie, ale nigdy bloga nie skasowałam.
Mniej więcej trzy lata temu wróciłam do pisania, takiego dla siebie; notowania, zapisywania różnych myśli, ale to już było takie całkiem prywatne pisanie. W pliku, do którego tylko ja miałam dostęp. Zebrało się tego pisania dobrych kilkadziesiąt stron. Jestem z nich dumna, bo po raz pierwszy nie uciekałam w komentowanie tego, co dookoła mnie, ale przytuliłam to, co w mojej głowie; moje własne, czasem bolesne, osobiste doświadczenia stawały się zdaniami…
A dzisiaj otworzyłam wyszukiwarkę internetową i voila! Znalazłam własnego bloga sprzed lat. Ba! Zalogowałam się i jestem tu 🙂
Jestem tu i zostanę na dłużej.
Piszę, bo lubię…
