O troskliwości. Inaczej.

Dlaczego odeszłam i dlaczego podpisuję petycję studentek

Koleżanka przesłała mi link do posta na mediach społecznościowych: studentki Uniwersytetu Warszawskiego założyły Studencki Komitet Praw Kobiet[1] w reakcji na brak działań władz uczelni na kolejne przypadki przemocy seksualnej. Domagają się konkretnych działań chroniących je przed przemocą. A tej na uczelni nie brakuje, bo jak zauważają kobiety: “Problem molestowania seksualnego na UW to wynik głębokich, patologicznych mechanizmów systemowych[2]”. W tytule tekstu w “Wysokich Obcasach” padają wymowne słowa o trosce uczelni o reputację i brak realnej ochrony ofiar przemocy seksualnej[3]. Studencki Komitet przypomina, że uniwersytet dostał od Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego prawie milion złotych na projekt ”Bezpieczna uczelnia[4]”, by uczyć inne uczelnie w Polsce jak przeciwdziałać mobbingowi i dyskryminacji[5]. Tymczasem raz po raz dowiadujemy się z mediów, że uczelnia – choć wprowadza coraz więcej procedur służących przeciwdziałaniu molestowaniu seksualnemu, dyskryminacji, mobbingowi i innym zachowaniom niepożądanym[6] – jednocześnie niewiele robi, jeśli chodzi o naruszenie “głębokich, patologicznych mechanizmów systemowych[7]”.

Czytam kolejne posty i medialne doniesienia i czuję jak stopniowo dostaję gorączki. Wraca do mnie całe morze emocji związanych z moim nie tak dawnym odejściem z Uniwersytetu Warszawskiego. Przez prawie dwadzieścia lat byłam związana z tą uczelnią: najpierw jako doktorantka, potem pracownica, kończąc stosunek pracy na stanowisku profesor uczelni. Zaraz po habilitacji – w 2020 r. – po uzyskaniu zgody prof. Małgorzaty Fuszary założyłam wydziałowe Centrum Badań nad Problematyką Kobiet i Płci. To miało być ziszczenie moich akademickich ambicji; badawczo, naukowo i dydaktycznie poświęcić się problematyce kobiecej, w tym przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet[8]. Wiele z podejmowanych przez Centrum tematów dotyczyło właśnie uniwersytetu jako miejsca pracy[9]. Interesowało mnie, co pozostaje poza oficjalnym obrazem akademickiego życia[10].

Z końcem września 2026 roku odeszłam z największej uczelni w Polsce. Zanim podjęłam tę decyzję przez jakiś czas myślałam o moim odejściu jako o porażce. Koledzy z Wydziału pytali zdziwieni: “Ale jak to? Przecież z UW się nie odchodzi!”. A jednak decyzję o odejściu podjęłam. Pisząc wniosek do Dziekan o zamknięcie Centrum łykałam gorzkie łzy. Czułam się pokonana i bezsilna. Nie udało mi się przekonać nawet najbliższego otoczenia, że konieczne są zmiany w kulturze pracy akademii, mówiąc ogólnie i eufemistycznie. Prawdą jest, że przez te prawie 20 lat nie potrafiłam znaleźć dla siebie miejsca w tym “największym w Polsce” uniwersytecie. Ostatecznie, nie chciałam też dłużej funkcjonować w warunkach, w których coraz trudniej było mi “robić swoje” i akceptować to, czego nie chcę akceptować i czego też nie akceptują studentki z Komitetu Praw Kobiet, pisząc petycję “Przemoc seksualna na Uniwersytecie Warszawskim”[11].

Od października 2026 roku pracuję na Uniwersytecie Łódzkim. Dopiero się tutaj zadomawiam. Wciąż mam poczucie, że to wszystko mi się śni. A jednak zimne poranne powietrze, kiedy czekam na peronie na pociąg do Łodzi, utwierdza mnie, że to nie może być żaden sen. To nowy początek, choć nie zaczynam przecież od zera.Niosę ze sobą wszystko, co robiłam wcześniej, co mnie ukształtowało, ale też to, czego nadal nie potrafię zrozumieć: milczenie akademii, a nawet coś więcej: współudział akademii w reprodukowaniu przemocowych struktur. Post studentek UW nie jest więc dla mnie informacją o tym, co dzieje się na uczelni, z którą nie jestem już związana zawodowo. Czytam go jako ktoś, kto zna tę instytucję, kto prowadził w niej badania dotyczące różnych wymiarów nierówności i kto wierzył, że badania są po “coś”. I kto, w pewnym momencie, zdecydował się odejść.

W obecnym semestrze prowadzę m.in. przedmiot poświęcony formom pomocy i wsparcia społecznego. Na najbliższych zajęciach rozmawiam ze studentkami i studentami o sprawiedliwości i etyce troski. Zaczniemy od tego, czy wiedzą, co robić w sytuacji doświadczania przemocy na uczelni. Pojawią się więc wątki procedur, odpowiedzialności i relacji z drugim człowiekiem. Zapytam ich prowokacyjnie, czy przestrzeganie procedur oznacza, że ktoś otrzyma pomoc?

Przygotowując te zajęcia, zastanawiam się, czym dla mnie jest troska. Łatwo powiedzieć, że troska jest ważna. Trudniej zobaczyć, co z tej deklaracji wynika w codziennym działaniu. Dla mnie, aktualnie, próba zrozumienia, czym jest troska to również próba dowartościowania tej części mojej osoby czy tożsamości, która jest “pedagogiczna”.

Przez lata nie potrafiłam być dumna z tego, że jestem pedagożką. Wolałam mówić o sobie, że jestem badaczką problematyki kobiecej. Socjolożką i (dopiero potem) pedagożką. Nigdy w innej kolejności. Pedagogika nie zajmuje wysokiego miejsca w rankingach akademickich dyscyplin, nie cieszy się też uznaniem wśród samych naukowców w Polsce. Szczególnie dla socjologów nie jest równorzędnym sposobem myślenia o świecie[12]. Funkcjonowałam długo w tej hierarchii, czasem świadomie, zirytowana brakiem reakcji oburzenia samych pedagogów na różne polityczne sytuacje, w których ich głos, właśnie jako pedagogów, powinien być publicznie słyszalny.

Dopiero teraz wracam do pedagogiki. Właśnie z powodu troski. Zaczynam myśleć o niej jako o sposobie czytania świata, jako moją odpowiedzialność, uważność na to co dookoła, możliwość zabrania głosu. Na prawo do samostanowienia. Studentki, które powołały Komitet Praw Kobiet, same zabierają głos w swoim imieniu. Nie potrzebują profesorek. Same formułują postulaty, są gotowe rozmawiać i wysłuchać odpowiedzi innych. Otwarcie upominają się o swoje miejsce w uniwersytecie.

I właśnie dlatego tak trudno jest mi patrzeć, jak ich troska o siebie nawzajem i inne studentki zderza się z milczeniem, brakiem reakcji ze strony tych, którzy – jako pełnomocnicy ds równości, specjalistki od równouprawnienia, rzeczniki, dziekani etc. – literalnie mają władzę, by coś zrobić. Co? Choćby nie ukrywać przypadków przemocy.

Troska to krótkie słowo. Łatwo je napisać. Może pojawić się w dokumencie, stając się elementem strategii równościowej, częścią języka, którym posługuje się instytucja. Ale troska niewiele znaczy bez troskliwości, czyli praktycznego działania skierowanego na dobro drugiej osoby[13]. Troskliwość zależy od tego, czy ktoś słucha, odpowiada, zauważa drugą osobę i bierze odpowiedzialność za to, co usłyszał i zauważył. Może nawet poczuł. Piszę właśnie ten esej, by odpowiedzieć, wykonać TEN gest – wziąć odpowiedzialność za to, że usłyszałam, przeczytałam i podpisałam petycję Studenckiego Komitetu Praw Kobiet.

Kiedy myślę o tym, dlaczego tak mocno porusza mnie głos studentek, wracam do badań, które prowadziłam w czasie pandemii z Martą Pietrusińską, Magdaleną Szafranek i Karoliną Lignar-Paczochą. Szybko okazało się, że badanie o feminizacji pandemii[14] prowadzi nas w stronę rozczarowania uczelnią jako pracodawcą z misją społeczną. Nie z powodu pandemii i czy nagłego przejścia na pracę zdalną. Chodziło o coś, co wykraczało poza nasz pierwotny temat i tamten specyficzny moment, mianowicie o fasadowość troski, którą instytucja chętnie deklaruje, ale której nie potrafi wdrożyć w praktyce. 

Podczas pobytu badawczego w Konstancji w 2021 r., trafiłam na blog a potem na książki Sary Ahmed. Pamiętam poczucie bliskości, które we mnie wywołały. Dlaczego poczułam wspólnotę doświadczenia z autorką, której przecież osobiście nie znałam? Moje badania o feminizacji pandemii odsłaniały coś, co już opisała Ahmed: inkluzja to piękne słowo, które które pozwala instytucji opowiadać o sobie jako o otwartej i troszczącej się o wszystkich. W rzeczywistości rozmija się z doświadczeniami konkretnych osób. Nie mówię, że wszystkie kobiety pracujące na uniwersytetach mają podobne doświadczenia ani że każda historia wygląda tak samo. Chodzi mi o powracający problem: sytuacje, które dla niektórych są ważne, czasem bardzo krzywdzące, niekoniecznie stają się ważne dla instytucji. Ba! Osoby, które zgłaszają na problem, mogą same stać się problemem. I to jest temat do poważnej refleksji. Akademia potrzebuje stać się sama dla siebie przedmiotem badań.

Nie chcę używać wielkich słów, ale nie chcę też banalizować tego, co wywołują we mnie kolejne posty studentek o przypadkach molestowania seksualnego i przemocy ze strony wykładowców. Nie jestem w stanie przeczytać tekstu o adiunkcie, któremu prokuratura postawiła zarzuty dotyczące przestępstw seksualnych, w tym namawiania studentki do zoofilii. Boli mnie każde słowo. Dlatego nie wystarczy zapytać: co uczelnia zrobiła w tej sprawie? Kto konkretnie podejmował decyzje po zgłoszeniu studentki? Bo dobrze wiemy, że procedury istnieją. Są też osoby odpowiedzialne za określone obszary, dokumenty, regulaminy, mechanizmy zgłaszania i rozwiązywania problemów. A jednak pomiędzy istnieniem procedury a rzeczywistą reakcją może pojawić się przestrzeń, w której – jako ofiary – jesteśmy same. Piszę w liczbie mnogiej, bo chcę solidaryzować się z pokrzywdzonymi osobami a nie z tymi, którzy zasłaniają się procedurami.

Skarga nie kończy się w chwili złożenia. Ona dopiero wtedy zaczyna żyć w instytucji, trafiając do kolejnych osób, kwalifikujących ją w określony sposób, określonym językiem, nierzadko tak, by zdjąć z siebie odpowiedzialność.

Odpowiedzialność… nie potrafię oddzielić jej od decyzji o moim odejściu z UW. Jednym z powodów, dla których zwlekałam, były doktorantki, dla których jestem promotorką ich rozpraw. Kołatanie serca, co będzie z nimi, towarzy mi również teraz. Nie chcę powiedzieć: przecież nikogo nie zawiodłam. Nie wiem tego. Czuję jednak, że nie mogłam dłużej tkwić w pozycji osoby, która godzi się na porażkę. Ile razy można próbować, zanim pojawi się pytanie, co te próby robią z nami samymi? Czasem odejście to nie porażka, lecz próba zatroszczenia się o siebie.

Nie chcę wymyślać opowieści o swojej odwadze ani o odzyskiwaniu wolności. Nic z tego. Są we mnie zarazem ulga i wątpliwości. Jest ciekawość nowego miejsca, ale też pamięć o tym, co zostało za mną. Jest pytanie o własne granice i pytanie o ludzi, z którymi przez lata pracowałam. Może moja troskliwość wobec siebie zaczyna się od tego, że nie muszę już wracać. Można odejść i nadal się troszczyć. Nadal interesować się tym, co dzieje się z innymi. Nadal domagać się odpowiedzialności instytucji. Troskliwość nie kończy się wraz z zakończeniem umowy o pracę.

Wracam do czytania tekstów Carol Gilligan i Nel Noddings, do etyki troski, o której za chwilę rozmawiam ze studentkami i studentami.


[1] Studencki Komitet Praw Kobiet: https://www.facebook.com/p/Studencki-Komitet-Praw-Kobiet-61592506124542/

[2] A.Dudek, Studentki UW: Chcemy realnej ochrony ofiar przemocy seksualnej, a nie troski o reputację uczelni, “WO”, 9.10.2026: https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,163229,33068304,studentki-uw-chcemy-realnej-ochrony-ofiar-przemocy-seksualnej.html?disableRedirects=true

[3] Tamże.

[4] Badanie się odbyło, podsumowanie i prezentacja wyników również, ale kto nie był na konferencji, ten wiele się nie dowie, chyba że poszuka i samodzielnie w internecie na stronie projektu zapozna się z katalogiem dobrych praktyk: https://bezpiecznauczelnia.com.pl/

[5] W prezentacji konferencyjnej można przeczytać: Uniwersytet Warszawski, jako instytucja dbająca o najwyższe standardy etyczne i organizacyjne w środowisku akademickim, kierując się ideą budowania bezpiecznej przestrzeni akademickiej rozpoczęła ogólnopolski projekt kierowany wszystkich uczelni wyższych i całej społeczności akademickiej. Patrz: https://bezpiecznauczelnia.com.pl/wp-content/uploads/2025/05/Material-informacyjny-o-projekcie.pdf

[6] Przeciwdziałanie zachowaniom niepożądanym na UW:  https://www.uw.edu.pl/przeciwdzialanie-zachowaniom-niepozadanym-na-uw/

[7] A.Dudek, Studentki UW: Chcemy realnej ochrony ofiar przemocy seksualnej….

[8] Wśród wielu publikacji z pewnością najważniejszą,bo pierwszą napisaną kolektywnie była książka Przemoc wobec kobiet w ujęciu interdyscyplinarnym (WUW 2025).

[9] A. Ostaszewska, M.J. Pietrusińska, K. Lignar-Paczocha, M. Szafranek (2022). Raport z badań. Kobiety na uniwersytetach i pandemia Covid-19. Badania porównawcze na temat pracy kobiet: https://open.icm.edu.pl/items/1e03c501-bbd1-45cb-aa1d-8bb51236dd75

[10] Zaproszona przez Główną Specjalistkę ds Równouprawnienia do udziału w badaniach ds kwestii równości i dyskryminacji na uniwersytecie, byłam współautorką i wykonawczynią badań do drugiego Planu Równości Płci na UW i pierwszego ogólnouniwersyteckiego badania “Być rodzicem na UW”. Raporty z tym badań są dostępne na stronie Równoważni UW: https://rownowazni.uw.edu.pl/wiedza/obserwatorium-rownosci/

[11] Przemoc seksualna na Uniwersytecie Warszawskim: https://www.petycjeonline.com/przemoc_seksualna_na_uniwersytecie_warszawskim

[12] Nie podam konkretnych odniesień do literatury, w której padają otwarte oceny i opinie dotyczące hierarchii dyscyplin w akademii. Aczkolwiek lista osób, które w rozmowach (tych otwartych i kuluarowych) przyznają, że „nie cenią pedagogiki”, nie jest wcale krótka.

[13] L. Kopciewicz, K. Ferenc (2023), Troska – mapa współczesnych dyskusji

i pedagogicznych wyzwań, INSTED, https://doi.org/10.34862/tce/2023/09/06/gp-63

[14] A. Ostaszewska, M.J. Pietrusińska, K. Lignar-Paczocha, M. Szafranek (2022). Raport z badań….

Opublikowano AKADEMIA | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wracam?

Zupełnie znienacka, dzisiaj, 21.10.2026 roku, przypomniałam sobie, że prowadziłam kiedyś bloga. Nieregularnie, ale pisałam i sprawiało mi to poczucie bycia ze sobą, ze swoimi myślami w całkiem niezłej zgodzie. Pisałam dla siebie, a przy tym korzystałam z ogólnodostępnej platformy, by moje posty były publiczne. Więc kto chciał, mógł zajrzeć i przeczytać. Potem z różnych względów, między innymi lęku przed staniem się zakładniczką bloga, ale też ze względu na pracę akademicką i pisanie książki o bell hooks, zawiesiłam blogowanie, ale nigdy bloga nie skasowałam.

Mniej więcej trzy lata temu wróciłam do pisania, takiego dla siebie; notowania, zapisywania różnych myśli, ale to już było takie całkiem prywatne pisanie. W pliku, do którego tylko ja miałam dostęp. Zebrało się tego pisania dobrych kilkadziesiąt stron. Jestem z nich dumna, bo po raz pierwszy nie uciekałam w komentowanie tego, co dookoła mnie, ale przytuliłam to, co w mojej głowie; moje własne, czasem bolesne, osobiste doświadczenia stawały się zdaniami…

A dzisiaj otworzyłam wyszukiwarkę internetową i voila! Znalazłam własnego bloga sprzed lat. Ba! Zalogowałam się i jestem tu 🙂

Jestem tu i zostanę na dłużej.

Piszę, bo lubię…

Opublikowano Uncategorized | Otagowano | Dodaj komentarz

Może kiedyś…

Może za jakiś czas, czas pozwoli, żeby pisać bloga.

Tymczasem…

Z początkiem 2016 życzę do siego roku!

 

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz