Z okazji, bez okazji

Przerywam to kilkudniowe milczenie na blogu, bo rzeczy niecierpiące zwłoki się dzieją. Kilka dni temu odbył się tzw. dzień kobiet i była kolejna Manifa, którą zresztą opuściłam, bo tak jakoś się układa, że tego dnia – tradycyjnie już od kilku lat – pracuję, mam zajęcia, od rana do 18:00. No trudno. Można być feministką bez Manify, wierzę. Potem, w kolejnych dniach marca, odbyło się kilka ciekawych wydarzeń, m.in. Akademia Feministyczna, tym razem poświęcona książce Kaliban i czarownica Silvii Federici.

Wykład, a właściwie, pogadanka, poprowadzona przez Annę Dzierzgowską i Sławka Królaka z pewnością był pouczający. I to na kilku poziomach. Sporo się dowiedziałam nie tylko o figurze czarownicy w ujęciu Federici. O związkach kapitalizmu z polowaniami na czarownice. Dowiedziałam się też czegoś ważnego o sobie. Ale po kolei.

Wykład w Feminotece to tylko punktu startu szerszych rozważań. Rozważań o związkach feminizmu, a dokładniej, feministek w Polsce z kapitalizmem (w Polsce). Temat trudny, bo wymagający od nas, feministek, samokrytyki. I dużej dozy szczerości. Więc, jak to jest?

Na różnych spotkaniach związanych z promocjami książek, na wykładach i debatach feministycznych gromadzą się różne, jeżeli chodzi o poglądy i priorytety, feministki. Ta różnorodność cieszy, bo dyskusja w takim gronie nie przypomina dysput z klubu wzajemnej adoracji.

Jednak jest coś, co mnie nie cieszy, co wręcz martwi, smuci, wkurza i złości. Aaaaa!!!! Mianowicie, istnieje jakiś rodzaj hipokryzji (?), nieszczerości (?), a może konformizmu, ślepoty… również wśród feministek i feministów (sic!). Nie chcę nikogo obrażać, nie chcę być złośliwa, nie chcę atakować, ale  kiedy widzę, jak ktoś przez godzinę z przejęciem wykłada Marksa, wierzy w ahistoryczność tez komunistycznych, a przy okazji dziesięć razy nadmieni, że kapitalizm to zło, zło, zło, to zastanawiam się, jak to się ma do jego/jej ciuchów z Zary, Reserved, czy Massimo Dutti? Do jej/jego trampek Converse? Do partnerów/partnerek (aktualnych i byłych) piastujących wysokie stanowiska w firmach pt. HSBC, czy spółkach giełdowych? Do jej/jego złotych czy platynowych kart kredytowych? Do codziennych spotkań w Costa Coffee czy Starbucks i zostawianych tam pieniędzy? etc.

Jak to jest? Zawsze wydawało mi się, że jako zdeklarowana feministka, jako pedagożka społeczna, jestem zobowiązana, sama przez siebie (i swoje wybory ideologiczne), do przyzwoitości społecznej, do takiej postawy życiowej (np. w sferze konsumpcji), która nie kłóci się z moimi deklaracjami. Ja nie mówię, że feministki mają nosić torby papierowe zamiast ubrań, ja tylko mówię, a właściwie pytam, po co feminizm, skoro nie nie przekłada się na życie, praktykę bycia…

Początek marca okazał się ważną lekcją. Moja świadomość feministyczna, by użyć sformułowania zaczerpniętego z lektury Toward a phenomenology of feminist consciousness Sandry Bartky, weszła na kolejny etap przemiany.

Reklamy

Informacje o an_ost

Jestem badaczką biografii kobiet. Jestem feministką. Jestem pedagożką. Fascynują mnie dzienniki kobiece. Żyję z... czytania. Próbuję pisać. Na co dzień... uczę (się).
Ten wpis został opublikowany w kategorii AKADEMIA, ŻYCIE i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s