O byciu zwierzęciem pociągowym

Chciałam napisać coś o Śladach nieobecności… Anny Marchewki, ale powstrzymam się jeszcze chwilę, bo jest inna sprawa niecierpiąca zwłoki… Sprawa bardzo przykra, przygnębiająca, sprawa (wciąż!) aktualna: dyskusja o doświadczeniach z kulturą akademicką, o zapaści uniwersytetów i… emigracji.

Ja już nie czytam tych wszystkich artykułów o cierpieniach młodych doktorów. Nie czytam, bo przecież wiem, jak jest. Wierzę tym, którzy piszą Czuję się poniżona, oszukana i wykorzystana. Znam ten stan. Kilka lat temu przeżywałam podobne męki. Zrobiłam doktorat i długo nie mogłam znaleźć pracy. A jak znalazłam, to traktowano mnie jako zwierzę pociągowe. Za 1500 zł miesięcznie. Depresja pojawiła się szybko. Kiedy wspominam tamten okres, robi mi się zimno i gorąco na przemian. Dobrze, że znaleźli się odważni, by wreszcie głośno powiedzieć o tym, jak wygląda codzienność młodych naukowców w Polsce.

Reklamy

Informacje o an_ost

Jestem badaczką biografii kobiet. Jestem feministką. Jestem pedagożką. Fascynują mnie dzienniki kobiece. Żyję z... czytania. Próbuję pisać. Na co dzień... uczę (się).
Ten wpis został opublikowany w kategorii ŻYCIE i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „O byciu zwierzęciem pociągowym

  1. boja pisze:

    to nie tylko sprawa i codzienność młodych doktorów, ale „starych” też. dramat. moja koleżanka, doktorantka lekarz zarabia 2300 PLN. Nigdy nie wiem, co mam powiedzieć, kiedy mi mowi o swojej pensji…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s